Cytat:Mam pytanie do Ciebie Grzegorzu. Jak wyglądała sprawa umundurowania w dniu "D"? Czy przed inwazją wojsko dostało nowe sorty mundurowe? Jeśli tak to chyba nie różniły się aż tak kolorystycznie.
Jak to wyglądało? Raczej dramatycznie. Każdy komplet munduru polowego był na wagę złota, a cała Ameryka nie miała w czym chodzić. Wystarczy spojrzeć, jak potraktowano polskiego księdza kapitana Josepha Andrzejewskiego – spadochroniarza 101. DPD. Jako pełnoprawny skoczek bojowy (w jego przypadku oczywiście jako skaczący w warunkach bojowych, ale nie walczący) nie dostał przed inwazją spadochroniarskiego munduru polowego M1942, a tylko zwykłą piechociarską kurtkę M1941, bo mundury M1942 poszły do spadochroniarzy realnie walczących. Oszczędzano wręcz pojedyncze komplety mundurów. Różowe portki w USAAF też nie wzięły się z zamiłowania wojska do prosiakowego różu, albo nie dlatego, że ktoś zwariował, ale stąd, że już po prostu nie było z czego szyć mundurów dla ponad 8-milionowej armii i nie było skąd brać regulaminowych barwników. A róż to prawie normalny kolor włókien naturalnych i tak połączono róż z olive drabem, bo nie byłoby w czym chodzić.
Przedinwazyjny żołnierski dramat rozpoczynał się na poziomie rozporka. Gdy przed D-Day zaczęła nadchodzić odzież polowa z dopiskiem „special” w nazwie (głównie wełniane
koszule i spodnie oraz mundury HBT) i żołnierze zauważyli, że nie dla każdego tej odzieży wystarczy to padł na ludzi blady strach. Spodziewano się użycia przez Niemców BŚT, dlatego odzież „special” miała tzw. klapy p-gaz. Kto nie dostał odzieży „special” ten doszywał sobie klapkę p-gaz najpierw do rozporka, a potem kombinowało się materiał na klapy w innych częściach, jak to miała odzież „special”. Na koniec wszystko szło do kąpieli w preparacie CC-2 impregnującym tekstylia przed BŚT.
Dramat był nawet z guzikami, co może być rzeczą nie do wiary, ale to prawda. US Army musiała złamać swoją żelazną regułę, że mundur polowy ma mieć metalowe guziki i rozpoczęto produkcję guzików z mas plastycznych, ale tych guzików też brakowało. W wątku o olive drabie dałem fragment zdjęcia gen. Louisa J. Fortiera z
94. DP. Trzeba widzieć resztę tego zdjęcia i jego
koszuli i zbieraninę guzików wojskowych i cywilnych, jakie ma jego
koszula – przypominam
koszula generała, więc co się musiało dziać na szeregowych żołnierzach? Przepisowe guziki olive drab ma Fortier tylko tu, „gdzie widać”, czyli głównie na tzw. słupku od frontu.
Dobrą odpowiedzią na Twoje pytanie jest także wygląd wszelkich służb US Army, a im bardziej te służby tyłowe, tym bardziej umundurowane od Sasa do lasa. Nawet jednak reprezentacyjna MP używała fantastycznej zbieraniny
koszul szytych w USA i Wielkiej Brytanii, albo też przerabianych
koszul z I wojny. Do końca wojny US Army wygrzebywała z magazynów mundury z I wojny, jakoś je względnie przerabiała na współczesne i wysyłała to na ETO. Dopiero w 1945 r., gdy względnie udało się umundurować US Army na ETO tak, żeby się nie wstydzić, to mundury z I wojny przefarbowano na czarno i przekazano wszelkim parapolicyjnym służbom porządkowym działającym wokół byłych niemieckich obozów jenieckich i koncentracyjnych.
Jest to wszystko ciekawym tematem wprost idealnie obalającym polskie mity nt. US Army rzekomo opływającej we wszystko. Nie ma większej bzdury, a Polska jest tej bzdury ojczyzną. Największy południowy sojusznik Ameryki, Brazylia, tak sprawnie i rytmicznie dostarczająca swój najlepszy na świecie kwarc naturalny na rezonatory, filtry i generatory do sprzętu nawigacyjno-łącznościowego zaczęła dostarczać do USA bawełnę dopiero pod koniec 1942 r., bo taki przyjaciel Ameryki, który nawet na MTO przelewał z nią krew za wspólną sprawę, dostarczał całą swoją bawełnę, a i owszem, ale Hitlerowi, nie Amerykanom. Ot, taki mały gospodarczo-historyczny kabaret. Jeśli już w coś US Army opływała to w pieniądze, ale nie w materiały wojenne. Płatnicy pułków amerykańskich stacjonujących w Wielkiej Brytanii dostawali pieniądze i ruszali w teren szukać manufaktur, które coś by uszyły, jak nie z oporządzenia to z mundurów, bo ojczyzna nie dawała rady i z produkcją i z logistyką, ale chociaż z pieniędzmi dawała radę, więc w ten sposób załatwiano sprawy.
Jak bardzo Ameryka cierpiała z powodu braku tekstyliów pokazuje też okres powojenny. Ponieważ wojska wracającego ze świata do domu nie było w co ubrać to każdy zdemobilizowany miał prawo chodzić w mundurze przez 90 dni po zwolnieniu z wojska. W tym czasie musiał jakoś sobie znaleźć cywilne ubranie. Żeby nie zostać aresztowanym za nielegalne chodzenie w mundurze po zwolnieniu z wojska był najsurowszy przymus naszycia sobie specjalnej naszywki, która w obliczu MP i normalnej policji od razu mówiła, że delikwent nie jest już żołnierzem, ale jest objęty pozwoleniem 90-dniowego chodzenia w mundurze.
Takie to są mity o bogatej Ameryce i US Army rzekomo pławiących się we wszelkich dobrach.