Cytat:|
Jastrzab natomiast mial calkiem spore mozliwosci rozwojowe,
| A skąd to konkretnie wiadomo?
PZL P63
Zaraz, zaraz. Fakt gorączkowego rozpoczęcia projektu nowego samolotu,
zamiast rozwijania P.
50, ma byc argumentem na to, że P.
50 miał spore
możliwości rozwoju? A to jakim cudem? I po co w takim razie nowy
projekt? W 1939, kiedy nie dało się już dłużej udawać ani ukryć, że
Mercury VIII, przewidziany do
Jastrzębia, nadaje się najwyżej do
kosiarki, a nie do nowoczesnego myśliwca, pojawił się dylemat co
dalej. Jedna teoria twierdziła (znajdziesz ją u Malaka) jakoby
płatowiec P.
50 nadawał się do zabudowy znacznie mocniejszego silnika.
Ale jedynym argumentem na jej poparcie był... przerost masy
Jastrzębia. Druga teoria dowodziła, że minimalistycznie zaprojektowany
Jastrząb nie bardzo nadawał się do czegokolwiek i wymagał gruntownego
przeprojektowania. Z braku zachowanych danych o projekcie, nie było to
do końca jasne. Ale skoro Jakimiuk, w sytuacji bezpośredniego
zagrożenia wojną, rozpoczął projekt o zupełnie innym oznaczeniu, moim
zdaniem to rozstrzyga wątpliwości i mówi wiele o "możliwościach" jakie
tkwiły w płatowcu P.
50 Jastrząb.
Cytat:| Przepraszam za rozwiewanie złudzeń, ale silniki Waran i Legwan to od
| początku było czyste fantasy (bo nawet nie sf, z braku składnika
"science").
| Podobnie jak
PZL-62, który "projektowano" pomimo, że przewidziany do niego
| silnik (Hispano-Suiza) nie istniał. Jako ilustrację rzeczywistych
możliwości
|
PZL w konstruowaniu własnych silników lotniczych, polecam uważną analizę
| historii Foki. Zwłaszcza to, co przez miłośników przedwojennego przemysłu
| lotniczego jest w tej historii dziwnie zgodnie niedopowiadane.
cuz ... silnik to nie samolot, trudniej jest zrobic dobry silnik niz dobry
samolot. jednak sytuacje polskiego przemyslu w 39/40r. byla troche inna niz
w 35r., moze jednak cos by sie udalo zrobic.
Istotnie, w 1939 (nie przywołujmy już może sytuacji z 1940...) była
radykalnie inna. Bo o ile w 1935 był jeszcze dość konkurencjny na
świecie, jakoś sobie radził i mógł być uznawany za nowoczesny, to w
1939 stale przyspieszający postęp techniczny zostawił go daleko w
tyle, a wzrost komplikacji i wyrafinowania konstrukcji lotniczych
obnażył słabość i szczupłość polskiej bazy przemysłowej i
technologicznej (co nie ma wiele wspólnego z otwieraniem nowych
montowni) w sposób nie pozostawiający już wątpliwości. Zostaliśmy
daleko w lesie.